Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Kompletowanie stroju rowerowego z jednej marki wygląda kusząco: jeden design, podobny krój, teoretycznie wszystko do siebie pasuje. Postanowiłem to sprawdzić na własnej skórze i przez dwa miesiące jeździłem w zestawie produktów z serii Rogelli Core: koszulce, rękawiczkach, skarpetkach i deszczówce, które wspomagały szorty z serii Rogelli ADVNTR. Wyszło z tego kilka miłych zaskoczeń i jedno rozczarowanie, ale więcej o tym w dalszej części testu.

Czas trwania: 2 miesiące
Intensywność: dojazdy do pracy i na treningi w obrębie miasta plus weekendowe wycieczki poza miasto, kilka wyjść tygodniowo
Przebieg: ok. 500 km
Pora roku i warunki: wiosną i na przełomie lata, zazwyczaj przy średnich lub wysokich temperaturach, kilkukrotnie w deszczu
Sprzęt: Felt Broam 60
Typ roweru: gravel
Zacznę od kontekstu, bo bez niego trudno tę serię uczciwie ocenić. Rogelli Core to podstawowa, przystępna cenowo półka holenderskiej marki, odzież adresowana do rekreacyjnych rowerzystów i początkujących, a nie do ścigania się o sekundy. I dobrze, bo dokładnie tak ją testowałem: w codziennym życiu przeciętnego rowerzysty, który jeździ do pracy, na trening i w weekend na nieco dłuższą wyprawę za miasto.
Na czas testu ubrałem się w całości w Rogelli, przy czym większość stroju pochodziła właśnie z serii Rogelli Core, a do kompletu dorzuciłem jeszcze spodenki z gravelowej linii Rogelli ADVNTR. Pytanie, które sobie postawiłem, było proste: czy każdy z tych elementów jest wart swojej ceny i czy poleciłbym go znajomemu?
Najlepszy komplement, jaki mogę zrobić koszulce rowerowej, brzmi banalnie: przestałem o niej myśleć. Zakładałem ją, wyjeżdżałem i przez całą trasę nie miałem powodu, żeby się nią zajmować. A to przy odzieży z tak przystępnej półki naprawdę się liczy.
Uszyto ją z lekkiego, przewiewnego materiału Airlite, do tego z siateczkowymi wstawkami pod pachami. W praktyce oznacza to tyle, że w upał koszulka faktycznie oddycha, pot jest odprowadzany, a nie magazynowany, dzięki czemu nawet po godzinie kręcenia w słońcu nie miałem wrażenia, że jadę w mokrej ścierce. Krój jest dopasowany, ale bez przesady. Taśma gumowa w pasie i elastyczne wykończenia rękawów robią swoje, więc koszulka nie podwija się i nie wędruje do góry, kiedy schylam się nad kierownicą.
Najbardziej praktyczny element to jednak tył. Koszulka ma trzy kieszenie o różnej wielkości, w tym jedną naprawdę pojemną. Telefon, klucze i żel energetyczny mieszczą się bez problemu i, co ważne, nie wypadają. Na początku, przyznaję, nie ufałem tym kieszeniom i co chwilę sprawdzałem, czy telefon nadal jest na miejscu. Po kilku wyjazdach przestałem, bo trzyma pewnie. Podział na trzy przegródki o różnych rozmiarach to dokładnie ten rodzaj drobiazgu, który realnie ułatwia życie: drobne rzeczy nie latają luzem po jednej wielkiej kieszeni i nie obijają się o siebie.

Do czego się przyczepię? Zamek jest tylko pod szyją, a nie na całej długości. Trochę szkoda, bo w największy upał rozpięcie koszulki do połowy dałoby dodatkową wentylację. Z drugiej strony krótki suwak nie obciera i nie drażni skóry, więc to raczej kwestia preferencji niż realna wada. Jak na letnią koszulkę z tej półki cenowej, to kawał solidnego, przemyślanego produktu.
Tanie rękawiczki zwykle traktuję z rezerwą, spodziewam się, że coś w nich pójdzie na skróty. Tutaj się pomyliłem, i to na plus.
Zacznę od rzeczy, która latem jest kluczowa: w tych rękawiczkach nie czułem pocących się dłoni. Wierzch pokryto tym samym materiałem Airlite co koszulkę, w wersji perforowanej, i ta perforacja naprawdę działa. Powietrze przechodzi, dłoń oddycha, a po zejściu z roweru nie ściągam z rąk mokrych szmatek. Wnętrze z wyściółką i silikonowym nadrukiem daje pewny chwyt na kierownicy, jest też żelowa wkładka tłumiąca drgania i wstawki z frotte na kciukach do wytarcia potu z czoła. Standard w tej półce, ale wykonany porządnie.
Dwa detale zasługują na osobną wzmiankę, bo to właśnie one robią różnicę. Po pierwsze, rzep na nadgarstku trzyma bardzo dobrze. Zapinam raz i przypominam sobie o nim dopiero po zejściu z roweru, bo na trasie nic się samo nie odpina, ani nie uciska. Po drugie, wszyte pętelki, dzięki którym rękawiczki bez szarpania i walki z materiałem ściąga się jednym ruchem. To akurat ten rodzaj udogodnienia, którego nie docenia się w sklepie, tylko na trasie lub tuż po skończonej jeździe. Testowałem już różne rękawiczki, ale w tych pętelki zdecydowanie najbardziej ułatwiały ściąganie rękawiczek.

Minus? Trudno się przyczepić, ale bądźmy uczciwi: to rękawiczka typowo letnia, na chłodniejsze poranki się nie nadaje i nie udaje, że jest inaczej. Poza tym nie mam zastrzeżeń. To jeden z tych produktów, przy których nie zastanawiam się, dlaczego tyle kosztuje, bo dostaję więcej, niż się po tej półce spodziewałem. Pełną ofertę znajdziecie w kategorii rękawiczki rowerowe.
O skarpetkach zwykle nikt nie pisze recenzji i szczerze, rozumiem dlaczego. Trudno się nad nimi rozpisać. Ale skoro już je założyłem, to z redaktorskiego obowiązku chwila należy się również im.
Uszyto je z włókien CoolMax Everyday, czyli tkaniny stworzonej pod codzienny sport, i to widać w praktyce. Dobrze wentylują i przez cały test nie miałem w nich problemu przepoconej stopy, nawet w upalne dni. Krótki mankiet daje swobodę i dodatkowy dopływ powietrza, a nieuciskowy ściągacz sprawdza się dokładnie tak, jak powinien: skarpeta nie zsuwa się do buta w trakcie jazdy i nie trzeba jej co chwila poprawiać. Robią dokładnie to, czego się od nich oczekuje.
Zastrzeżenie mam jedno i jest kwestią gustu: mankiet jest dość krótki. Sam za tym nie tęsknię, ale kto lubi wyższe skarpety kolarskie, może poczuć niedosyt. Poza tym solidny, tani i uczciwy produkt użytkowy.
I tu dochodzimy do elementu, który psuje komplet. Nie dlatego, że jest zły w każdym calu, bo nie jest, ale dlatego, że od deszczówki oczekiwałem najwięcej, a wypadła najsłabiej.
Zacznijmy od tego, co robi dobrze, bo tego jest mimo wszystko sporo. Woda z zewnątrz do środka się nie dostaje, a to jej podstawowe zadanie. Zamek jest podklejony na całej długości i faktycznie nie przepuszcza wody, co w wielu tanich, a nawet wielu deszczówkach ze średniej półki cenowej wcale nie jest oczywiste.

Nie miałem okazji sprawdzić jej w prawdziwej ulewie, ale przy drobnym i umiarkowanym deszczu radziła sobie bez zarzutu. Krój ma przedłużony tył, więc kurtka nie podwija się podczas jazdy i chroni plecy. Jest pojemna, zapinana kieszeń na drobiazgi, są też elementy odblaskowe, a to przy jeździe w deszczu po zmroku realny plus dla bezpieczeństwa, nie tylko marketingowy dodatek.
Problem zaczyna się w środku. Membrana tej kurtki to 5000 mm słupa wody przy oddychalności 5000 g/m²/24h, czyli wartości bardzo podstawowe. Do tego kurtka nie ma żadnych otworów wentylacyjnych: brakuje zamków pod pachami, brakuje paneli wentylacyjnych na plecach, brakuje czegokolwiek, co pozwoliłoby ciepłu uciec. Efekt jest taki, że już po półgodzinnej jeździe w deszczu można się w tej kurtce poczuć jak w plastikowym worku. Opadów do środka nie wpuści, ale ciepło i para z ciała praktycznie nie mają którędy wyjść, więc pod spodem robi się klasyczna kiszonka. To nie jest wada egzemplarza, tylko konsekwencja taniej membrany bez wsparcia wentylacją.

Dla porządku warto dodać kontekst: poradniki (choćby ten o tym, jaką kurtkę przeciwdeszczową na rower wybrać) wskazują, że osoby aktywne powinny celować w oddychalność rzędu przynajmniej 10 000 g/m²/24h. Tu dostajemy połowę tej wartości i zero wentylacji. Jako awaryjna osłona do miasta, na krótki dojazd w kapuśniaczek albo do przeczekania nagłego opadu, kurtka się sprawdzi. Ale do aktywnej i dłuższej jazdy w deszczu średnio się nie nadaje.
W trakcie testów jeździłem też w spodenkach Rogelli ADVNTR Core, a więc z innej, gravelowej linii marki Rogelli. Nie będę ich tu szczegółowo rozbierał, ale wzmianka im się należy, bo sprawdziły się bardzo dobrze. Duży komfort dają głównie dzięki odpinanej wkładce, którą można wypiąć i jeździć w nich jak w zwykłych szortach, oraz głębokim, pojemnym kieszeniom, w których bez obaw wożę telefon i drobiazgi. Solidny towarzysz na gravel i miasto, choć to już temat na osobny test.

Rogelli Core to dobry przykład na to, że „seria" nie znaczy „równy poziom". Trzy z czterech elementów to solidne, tanie i przemyślane produkty, które bez wahania polecę znajomemu, szukającemu ekonomicznych produktów. Koszulka, rękawiczki i skarpetki robią dokładnie to, czego się od nich oczekuje, a przy okazji punktują drobiazgami: wentylacją, pojemnymi kieszeniami, pętelkami do ściągania, pewnym rzepem. Za te pieniądze naprawdę trudno wymagać więcej.
Wyłamuje się deszczówka. Jako element awaryjny do miasta obroni się, ale jako najbardziej techniczny produkt w komplecie rozczarowuje brakiem oddychalności i jakiejkolwiek wentylacji. To jedyny element, przy którym rozważyłbym dopłatę do czegoś z membraną wyższej klasy albo z panelami wentylacyjnymi. Gdybym drugi raz kładł pieniądze na ladę, wziąłbym koszulkę, rękawiczki i skarpetki w ciemno, a deszczówkę raczej wymieniłbym na coś innego.
Oceny końcowe:
Artur, gravelowiec, który samochód i komunikację miejską zamienił na rower. W produktach szuka praktyczności, minimalizmu oraz komfortu. Lubi zarówno wycieczki krajoznawcze, jak i wymagające odcinki leśne.