Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Podstawowy komplet kolarski Eyena – koszulka Rhythm 3.0, spodenki Rhythm 2.0 z wkładką i rękawiczki Rhythm – kosztuje łącznie około 410 zł. Testowałem go przez trzy tygodnie podczas codziennych dojazdów do pracy i dwóch dłuższych treningów na prywatnym gravelu. Sprawdzam, co faktycznie oferuje ten budżetowy zestaw, gdzie idzie na kompromisy i komu będzie najbardziej odpowiadał.

Czas trwania: 3 tygodnie
Intensywność: dojazdy do pracy 5 dni w tygodniu (2 × 12 km dziennie) + dwa dłuższe treningi po 80 km
Przebieg: ok. 400 km, w tym 60% asfalt, 40% gravel/szuter
Pora roku i warunki: koniec czerwca, 19-28°C, kilka jazd w lekkim deszczu
Sprzęt: wyłącznie mój prywatny gravel, jeden rower przez cały test
Typ roweru: gravel, opony 45 mm, rama aluminium
Postawmy sprawę jasno: na co dzień jeżdżę w odzieży od marek, takich jak Assos czy Castelli, więc cały ten test będzie miał w tle inny pułap odniesienia. Ale to nie jest zestaw, który ma z tamtymi konkurować – to seria wejściowa polskiej marki, którą kupuje ktoś, kto pierwszy raz wsiada na coś więcej niż rower miejski, albo szuka drugiego kompletu do dojazdów.
Cały zestaw kosztuje 409,97 zł (koszulka 199,99 + spodenki 169,99 + rękawiczki 39,99). Dla porównania, sprawdziłem, że same spodenki Assos T.Milleshorts to wyjściowo 700 zł w górę. Pytanie brzmi więc: czy w tej cenie Eyen Rhythm da radę na tyle, żeby wsiąść i pojechać bez cierpienia?
Ważny szczegół: cały test przejechałem na jednym rowerze – swoim gravelu, którym jeżdżę codziennie. Nie przerzucałem zestawu na testowe maszyny redakcyjne, nie zmieniałem siodła w trakcie, nie kombinowałem z pozycją. Chodziło o to, żeby wynik nie był zaburzony przez zmienne, na które nie mam wpływu.

Producent chwali się trzema rodzajami dzianiny – przód i tył z mikrofilamentu z powłoką DRY AP, panel z perforowanego meshu na plecach i włoska dzianina na rękawach z krawędziami ciętymi laserowo. Na papierze wygląda to jak specyfikacja modelu o dwie półki wyżej. Zobaczmy, czy w praniu też.
Krój jest dopasowany, ale nie wyścigowy w rozumieniu takim, jaki mam w Assos Equipe R. Bliżej kroju rekreacyjnego, czyli luźniej na brzuchu, ale z dłuższym tyłem. Dla kogoś, kto siedzi 3-4 godziny w siodle w niedzielę, jest to bardziej wybaczające niż koszulka wyścigowa.
Kieszenie – tu jest dobrze. Trzy pojemne, płaski telefon plus batonik plus dętka mieszczą się bez problemu. Silikonowa taśma na dole trzyma koszulkę na miejscu nawet z załadowanymi kieszeniami. Działa tak samo dobrze, jak w droższych modelach.

Materiał szybko schnie – po treningu wieszałem koszulkę na balkonie i po 2-3 godzinach była gotowa do kolejnego założenia. Dla kogoś, kto dojeżdża codziennie, to realna zaleta: jeden komplet wystarcza w codziennej rotacji, nie trzeba mieć trzech. Mesh na plecach faktycznie oddycha – po godzinie w 26°C plecy były wilgotne, ale nie mokre. Przód i boki to już gęstsza dzianina z tym samym DRY AP i tu widać różnicę względem premium. W koszulce za 500+ zł mesh byłby też pod pachami i na bokach. Tutaj – nie ma.
Na start dobra wiadomość: to są bibki, czyli spodenki na szelkach. Dla kogoś, kto już parę sezonów przejechał, to oczywistość – szelki eliminują gumę na brzuchu, nogawki lepiej trzymają, wkładka nie ucieka. Ale szelki są tu z prostej siateczki, cieniutkiej, bez kompresji i bez wyraźnej struktury, jaką mam w Assosie. Działają, ale to poziom podstawowy.
Materiał to 80% poliamid i 20% elastan. Skład standardowy dla tego segmentu, ale wykonanie solidne, po pierwszym praniu bez odkształceń. Silikonowa taśma na nogawkach trzyma dobrze – nogawki nie podwijają się po godzinie, ślad na skórze umiarkowany.

Wkładka Teo Blade Sign 60 to teraz sedno sprawy. Producent podaje w opisie „do 3 godzin jazdy". Testowałem na dwóch przejażdżkach po 80 km (ok. 3h każda) i to się w pełni pokrywa – do trzech godzin wkładka daje radę bez większych zastrzeżeń. Powyżej wchodzimy w obszar, którego już nie przetestowałem, ale znając cieńsze niż w Elastic Interface krawędzie, na pięciogodzinny gravel bym nie brał.
Do dojazdów 30-40 minut i treningów w okolicach 2-3 godzin – spełnia bez problemu.
Zaskoczenie na plus. Za 39,99 zł dostajesz rękawiczki, które przez pierwsze 200 km testu zrobiły więcej dobrego, niż zakładałem po tej cenie. To najtańsze rękawiczki w mojej rotacji i to nie jest komplement z litości – one po prostu robią robotę.

Dłoń ma wkładkę żelową – nie piankową, jak mam w Rapha, ale przy takim budżecie żel jest praktyczniejszy: nie odkształca się nieodwracalnie po sezonie prania. Skład to 60% nylon, 30% poliuretan i 10% elastan, grzbiet z meshu (widać na zdjęciu). Panel przy kciuku faktycznie chłonie pot – nadaje się do wytarcia czoła bez rozmazywania.
Dlaczego rękawiczki Eyen Rhythm są świetnym wyborem do różnych aktywności?
Zapięcie na rzep trzyma pewnie, po 500 km rzep nie stracił chwytu. Jedyne, co mi zgrzyta, to pętelki do zdejmowania – działają, ale materiał na nich jest cieńszy niż reszta i widzę, że w sezonie mogą pójść jako pierwsze. Zobaczymy po kolejnych 500 km.
Amortyzacja żelu na kierownicy szosowej – OK, na kierownicy prostej gravelowej z bar tape'em – nawet lepiej. Do MTB w agresywniejszym terenie bym ich nie brał, ale do tego nie są.
Ważne zastrzeżenie: rozmiarówka jest ciasna. Jestem M, wziąłem M i mieszczę się w M bardzo dopasowanie. Ktoś między M a L powinien wziąć L.
Zalety:
Wady:
Ocena: 6,5/10
Zalety:
Wady:
Zalety:
Wady:
Ocena: 7/10
Zestaw EYEN Rhythm robi to, co obiecuje na tej półce cenowej – wsadza na rower kogoś, kto do tej pory jeździł w zwykłym T-shircie i szortach. Za 410 zł dostajesz kompletne wyposażenie, którego nie wstyd założyć na wyjazd z bardziej doświadczoną grupą i które nie odpadnie po pierwszym sezonie. Ale nie oczekujcie tu czegoś, co przetrzyma 8000 km w rok jak Assos, i nie wybierajcie tego na długodystansowe wyjazdy.
Rękawiczki – bierzcie w ciemno, są warte swojej ceny. Koszulka – kupiłbym w promocji albo jako drugi komplet, a to, że szybko schnie, to jej największy praktyczny atut w codziennej rotacji. Spodenki – spełniają obietnice do trzech godzin jazdy, ale jeśli macie budżet, dołóżcie do bibek z wyższej półki, nawet u tej samej marki. Przeskok jakościowy będzie zauważalny.
Jak to lubię mówić: 410 zł to nie są pieniądze, na których warto oszczędzać, jeśli zamierzasz jeździć poważnie. Ale jeśli traktujesz rower jako sposób na dojazdy do pracy albo weekendową rekreację – ten zestaw pozwoli ci wsiąść i pojechać bez zaciskania zębów. I to jest jego prawdziwa wartość.
Piotr to kolarz szosowy i gravelowy, startujący w amatorskich wyścigach. Ceni bezkompromisową jakość, spójny setup i twarde dane nad marketingowe obietnice. Codziennie dojeżdża rowerem do pracy – niezależnie od pogody – co daje mu unikalną perspektywę testera w realnych, a nie laboratoryjnych warunkach.
Autor: Piotr Firyn
Typ kolarstwa: szosa i gravel
Poziom zaawansowania: zaawansowany
Częstotliwość jazdy: codziennie (dojazdy) + treningi wg planu treningowego